Press "Enter" to skip to content

„Szpiegówki – nowomowa czy…”

Takie słowa – członkini, działaczka, aktywistka, uczennica, mówczyni, prezeska, twórczyni – są prawdziwe, opisują rzeczywistość? Istnieją kobiety, które można określić tymi słowami? To dlaczego tak mało miejsca w naszym języku mówionym i pisanym dla tych żeńskich form określających zawody czy funkcje? Dlaczego taka niechęć wobec ich stosowania? Skąd zarzuty, że to nowomowa i kolejna fanaberia feministek?

Gdy zaczęłam świadomie i konsekwentnie stosować feminatywy – bo tak właśnie nazywają się te żeńskie formy – to z całą mocą poczułam opór przed nimi naszej polskiej rzeczywistości. Spotkała mnie nawet cenzura ze strony mężczyzny sprawującego funkcję redaktora naczelnego lokalnej gazety. W krótkim tekście, jaki napisałam o spacerze szlakiem kobiet i o wykładzie, gdzie kobiety opowiadały o kobietach – bez mojej wiedzy i zgody redaktor zmienił użyty przeze mnie zwrot „zastępczyni wójta” na „zastępca wójta”. O kobiecie wolał napisać – zastępca! A co widzimy oczyma wyobraźni, gdy mówimy „zastępca”? Mężczyznę widzimy! Kobieta znika, nie ma jej, nie sprawuje funkcji, i w domyśle – nie jest ważna. Taki dla mnie jest wydźwięk tego lekceważenia, odrzucenia żeńskiej formy.

To, jak mówimy, jakich używamy słów – pokazuje nasze odczuwanie, odbieranie świata. Ale też słowa świat stwarzają, słowami kreujemy rzeczywistość, nadajemy ważność osobom, wydarzeniom, zjawiskom. Albo odbieramy tę ważność. „Zastępca” dla niektórych brzmi dumnie, „zastępczyni”… już nie? Cenzura, jaka mnie spotkała, wywołała we mnie złość. I wtedy sięgnęłam po dwie książki z mojej biblioteczki. Znalazłam je kilka miesięcy wcześniej w internetowym antykwariacie. Oryginalne, przedwojenne wydania. Były to “Wierna służba. Wspomnienia uczestniczek walk o niepodległość, 1910 – 1915” z roku 1927 oraz “Służba ojczyźnie. Wspomnienia uczestniczek walk o niepodległość, 1915-1918” z roku 1929. W komitecie redakcyjnym tych książek znalazły się m.in.: Aleksandra Piłsudska (jako redaktorka naczelna), Maria Rychterówna, Wanda Pełczyńska i Maria Dąbrowska.

I w tych książkach napisanych przez kobiety o kobietach – są! Są żeńskie formy! To był okres, kiedy Polacy i Polki walczyły o niepodległość. I był to również czas, gdy nabrała siły rozpoczęta pod koniec XIX wieku walka kobiet o ich prawa. O prawa wyborcze, o prawo do pracy, o prawo do studiowania, o prawo do publicznego zabierania głosu i aktywności społecznej oraz politycznej. I te dzielne kobiety, te bojowniczki miały świadomość, jak ważne są słowa i tak właśnie o sobie mówiły i pisały. A ja sięgnęłam po słowa naszych przodkiń, wyciągnęłam je z książek i zrobiłam z nich te kolaże. Bo potrzebowałam argumentu, bo chciałam pokazać, że już sto lat temu takie formy istniały. Sięgnęłam również do prasy sprzed roku 1918, i znalazłam w cyfrowych bibliotekach całe roczniki „Kurierów Lwowskich” i „Kurierów Stanisławowskich”. I również w tych gazetach, w prasie, są używane żeńskie nazwy.

Czyli to nie jest nic nowego, feminatywy w języku polskim nie zostały nagle sztucznie stworzone. Używając ich obecnie po prostu je przypominamy. Przypominamy, bo zniknęły z naszego języka, a później z naszej świadomości. Zniknęły za sprawą ustroju i władzy, jaka zapanowała w Polsce po roku 1945. Komunistyczne rządy celowo i planowo niszczyły przedwojenną inteligencję, niszczyły również wszystko, co stanowiło zagrożenie dla ustroju PRL-u. I właśnie wtedy zniknęły też żeńskie formy wyrazów. Zniknęła także wolność, jakakolwiek wolność, w tym wolność kobiet. Komunizm upadł w 1989 r., zmieniła się sytuacja polityczna i społeczna, a żeńskie formy ciągle nie mogą się przebić do powszechnego użytku.

Ciekawy jest również fakt, że im wyższa funkcja i ważniejsze stanowisko – tym rzadziej dopuszczane są żeńskie formy. Zupełnie „normalnymi”, powszechnie używanymi wyrazami są – nauczycielka, sprzątaczka, pielęgniarka, opiekunka, ekspedientka, bibliotekarka, kucharka, prawda? Ale już określenia – prezeska, burmistrzyni, ministra, nawet dyrektorka – nie pojawiają zupełnie w oficjalnym języku, budzą u niektórych osób wesołość i sprzeciw. Męskie formy dominują. Podkreślają ważność i powagę, pokazują kompetencje…?  No nie! Nie zostawiajmy tak tego! Czytelniczki i czytelnicy, koleżanki i koledzy, obywatelki i obywatele! Używajmy feminatyw! Język jest żywym tworem, im częściej i więcej będzie w naszych wypowiedziach żeńskich form, tym szybciej nastąpi zmiana tych zwyczajów językowych. I również zmiana myślenia. Słowami zmienimy świat na bardziej sprawiedliwy, czego sobie oraz Paniom i Panom życzę.

– – – – – – – – – – – – – –  

Feminatyw (liczba mnoga feminatywy / feminatywa) – określana w językoznawstwie nazwa żeńska. Feminatywy to rzeczowniki rodzaju żeńskiego, które utworzono od rzeczowników męskich, dodając do nich wykładnik żeńskości. Wskazują żeńskość i są potocznie zwane „żeńskimi końcówkami”. Feminatywy nazywają kobiety ze względu na przysługujący im tytuł, pełnioną funkcję, zajmowane stanowisko oraz wykonywany zawód, a także ze względu na przynależność narodową, pochodzenie, wyznanie, przekonania, właściwości psychiczne i fizyczne, wykonywane czynności itp.↑ [źródło definicji: Wikipedia]